Kamień na kamieniu… Namiot Spotkania

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”. Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

Łk 21,5-19

Zachwyt nad rzeczami materialnymi jest naturalny – nasze oczy szukają błysku, mnóstwa kolorów, ich głębi, czasem kontrastu.

Nieustannie gonimy za pięknem, atrakcyjnością, co znajduje przejaw również w poszukiwaniu odpowiedniej osoby do wspólnego, małżeńskiego życia. Pierwsze wrażenie to nierzadko bodziec wzrokowy.

Jezus nie neguje piękna. Wypowiadając proroctwo, zwraca jedynie uwagę, że zewnętrzne przejawy muszą przeminąć. Na przykładzie świątyni – wieszcząc jej zburzenie – wydaje się chcieć nas, ludzi XXI wieku, skłonić do refleksji: Co zostanie, gdy przeminie to, co widzialne? Gdy skóra nie będzie gładka a włosy pokryją się szarością? Co, gdy mocno utyjemy i przestaniemy się sobie podobać? Co nam zostanie, jeżeli płciowość w związku dogasa, a to na niej opieraliśmy więź? Co, jeśli stracę sprawność? Takie i inne pytania mogą rodzić się w nas, jeśli pójdziemy za Pawłowym stwierdzeniem, że nasze ciało jest świątynią; co się stanie, jeżeli nie zostanie z niej kamień na kamieniu?

Jezus skłania do zastanowienia, gdy wszystko jeszcze „gra i buczy”. Można powiedzieć, że zaprasza do zanurzenia w istotę rzeczy: nie tylko odkrycie rdzenia wiary, ale każdego przejawu naszego życia. Wszystkie zdarzenia, które biorą początek z brzydoty – mają być sposobnością do wydania świadectwa o sobie, o mądrości, której nie da się sprostać, o Bogu – który uposaża bezgranicznie.

Dzisiejsza Ewangelia przypomina mi też o wypełnianiu obowiązków, jakie – wraz z żoną – przyjęliśmy, przystępując do małżeńskiej wspólnoty Ekip Naszej Pani (Equipes Notre Dame): m.in. obowiązek zgłębiania Słowa Bożego i obowiązek modlitwy osobistej. Tekst jednak najbardziej dotyka innego obowiązku, tak bardzo (w swoim czasie) nieoczywistego: konieczności dialogu małżeńskiego w obecności PANA. Jeśli nie zaprosimy świadomie PANA do naszych wspólnych i osobistych trosk, rozmów, zwierzeń – pozostaniemy na etapie powierzchowności w małżeństwie… Rozmawiamy ze sobą, aby odkryć fundament sakramentu – i siebie nawzajem. W ten sposób to, czego oczami jeszcze nie dostrzegliśmy, spajać nas będzie w chwili ruiny naszych ciał, fizyczności i umiejętności. Nie będziemy musieli zastanawiać się jak uratować związek – bo już w tym, wczesnym i konkretnym momencie otwieramy się na cud złączenia w jedno – duchowo.

A duchowości, rzeczywiście pochodzącej od Boga – nic nie jest w stanie zniszczyć.

Otagowano , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *