Pamiętna pielgrzymka – Namiot Spotkania

Podziel się!Share on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pamiętna pielgrzymka
fot. Lawrence OP // flickr.com

«Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.»

Łk 2,41-52

Pątnicy zrozumieją. Dwunastolatek idący w tłumie pielgrzymów nigdy nie trzyma się kurczowo rodziców.

Szczególnie, gdy odpoczynki zawsze gromadzą w jedno rodzinę. Musiało być tak i z Jezusem. Maryja z Józefem szli ku Jerozolimie (a potem z niej wracali) razem, zaś młody Jezus – przez większość czasu – zapewne kręcił się wśród rówieśników. Ot, sielanka znana również nam. Nic innego nie może tłumaczyć, czemu uszli dzień drogi bez Jezusa… i jakiejkolwiek „spiny”.

Sprawa komplikuje się, gdy Jezus nie zjawia się na „zbiórce” po całym dniu drogi powrotnej. Normalnie zawał serca. „Nie ma dziecka – wracamy.” Oj, to będzie pamiętna pielgrzymka.

Wyobraźcie sobie, co czuli Józef i Maryja, gdy gorączkowo szukali Syna. Ich determinację, zdenerwowanie, strach… Normalna normalność. Rodzice zatroskani o dziecko, gdy ono odpaliło coś (prawie) nieświadomie. Jednak czynu Jezusa nie można nazwać wybrykiem. Przynajmniej nie do końca. Został na swoim. Na własności Jego Ojca.

A czy ja czuję potrzebę pozostania tam, gdzie mogę spotkać Boga?

Podziel się!Share on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Jakub Modrzejewski
Redaktor Naczelny w introitus.pl
Katolik. Mąż jednej żony. Lekarz. Pomysłodawca bloga. Pasjonat poprawnej - a więc pięknej - liturgii. Albo na odwrót. Pięknej - a zatem poprawnej. Liturgiczny nazista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.