Papież Franciszek, Filipiny… i Lednica?

Podziel się!Share on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter

Długo czekałem na okazję, by podzielić się tym, co siedzi we mnie od 7 czerwca 2014 roku. Czekałem cierpliwie, bacznie obserwując rozwój wydarzeń. Oto chwila sposobna nadeszła!

O czym chcę mówić? O nadużyciach liturgicznych. Taaaak. To jest coś, co mnie – animatora Ruchu Światło-Życie – doprowadza do szewskiej pasji, działa jak przysłowiowa płachta na byka.

Ostatnio papież Franciszek udał się z wizytą apostolską na Filipiny. Przywitały go rzesze Filipińczyków, których wiary można zazdrościć, entuzjazm zaś – przenosić na rodzimy grunt… Papież pojechał do ludzi, którzy potrzebowali obecności namiestnika Chrystusa! Spójrzmy na ilość osób, uczestniczących w Eucharystii w Manili! Około czterech milionów wiernych!

Wiadome jest, że przy tak dużej ilości uczestników świętej Liturgii, niemożliwe jest ścisłe wypełnienie wszelkich norm, przewidzianych dla Eucharystii jako takiej. Jednakże, poczucie obecności Boga powinno przynaglać każdego uczestnika świętych obrzędów do stosownego zachowania. Nie wiem, jak było na tej mega-Mszy. Nie byłem tam. Warty zauważenia jest jednak pewien incydent, który baczni obserwatorzy nagrali. Chodzi o Obrzędy Komunii Świętej. Nie będę opowiadał. Zobaczcie sami – >>KLIK<<.

Kilka słów komentarza… Rozumiem, Kościół wprowadził posługę nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej, niejako przewidując takie sytuacje. Rzeczywiście – szafarze ci pełnili licznie posługę przy rozdzielaniu Ciała. Jednak fakt bezczeszczenia (nikt mnie nie przekona, że można to usprawiedliwić) świętych Postaci – poprzez podawanie Hostii z ręki do ręki – wręcz prosi się o naganę! Wielu komentatorów nie widzi niczego złego, ba, nawet pochwala „inwencję twórczą” komunikujących… A ja – zapytam: po co, w takim razie, są szafarze? Czy istnieje potrzeba wyznaczania akolitów świeckich, skoro każdy może sobie podać Komunię?! Osobiście, jestem za tym, by – jak za starych, przedsoborowych czasów – władza udzielania Komunii spoczywała tylko na tych, którzy mają tę moc na podstawie włożenia rąk – z tytułu święceń. Kogo mam na myśli? Diakonów, prezbiterów – skończywszy na biskupach. Z drugiej strony – incydent pokazał, że Filipiny nie były przygotowane organizacyjnie na sprawne i bezproblemowe udzielenie Komunii. A przecież nie dowiedzieli się o przyjeździe papieża „dzień wcześniej”.

Wyciągnijcie również samodzielne wnioski. Przy okazji, warto śledzić „Fr. Z’s blog”.


Tyle o Filipinach. Co leżało mi na wątrobie – oprócz prawego płuca i przepony – przez ostatnie pół roku? Lednica. Może nawet lepiej, że przemilczałem te kilka miesięcy, nie powiem o wszystkich (również tych najdrobniejszych) przegięciach, tym bardziej – nie będą me komentarze nacechowane emocjonalnie, wzdrygam się bowiem przed przedstawianiem spraw, gdy jestem kierowany gniewem.

Ad rem.

Spotkania Młodych na Polach Lednickich uważam za słuszne i potrzebne – gdyby nie były z inspiracji Ducha Świętego, nie ostałyby się zbyt długo. Duch na pewno jest za całym dobrem, jakie przychodzi przez „Lednicę”. Nie wszędzie widzi się tyle entuzjazmu, radości z wiary, bezinteresownego uśmiechu… Tak, to spotkanie jest naznaczone Duchem Świętym. Powrócę tam NA PEWNO.

ALE. Mam pewne zastrzeżenia co do przeprowadzenia Szczytu tego spotkania. Mszę Świętą zapamiętałem (jak się okazuje) na długo – i wcale nie jest to pozytywny obraz. Odtwarzany wielokrotnie, tylko potęguje mą niechęć do „megamszy”.

Może – ten swoisty roast – zacznę od, powtarzanego po wielokroć, sformułowania. „Liturgia musi być atrakcyjna dla młodzieży”. Atrakcyjność tę, „porywającą tłumy”, widziałem w czerwcu.

Tak, będę wytykał błędy. Podzielę je wstępnie na, hm… strukturalne i czynnościowe. A co. Będzie medycznie! Za błędy strukturalne uznaję wszelkie, które wynikają z niewdrożenia instrukcji, mających charakter dokumentów kościelnych i zależą – w głównej mierze – od organizatorów. Za czynnościowe – uchybienia wiernych, zgromadzonych na Liturgii.


I – BŁĘDY STRUKTURALNE.

Skonfrontuję tu stan faktyczny z dwoma (tylko) dokumentami, z którymi powinniście się zapoznać: Ogólnym Wprowadzeniem do Mszału Rzymskiego (OWMR) oraz Instrukcją Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II. Linki do obu dokumentów zamieszczam na końcu wpisu – sprawdźcie koniecznie! Ponieważ największe zastrzeżenia mam do muzyki (oddalenie sektora nie pozwalało mi na dogłębne studiowanie jakości służby liturgicznej), wykonanej podczas Eucharystii, przyjrzyjmy się najpierw wyjątkom z Instrukcji.

  1. Uwaga!

10. Wszystkie śpiewy przeznaczone do użytku liturgicznego mają mieć aprobatę Konferencji Episkopatu Polski, albo przynajmniej Władzy Diecezjalnej. Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim.

15. Zabrania się wykonywania w ramach liturgii piosenek religijnych których tekst często nie jest w ogóle religijny, a muzyka z reguły posiada charakter świecki.

20. Podczas liturgii nie wolno wykonywać muzyki mającej charakter wyraźnie świecki np. jazzu, big-beatu itp. Muzyka ta nie jest zgodna z duchem i powagą liturgii, nie sprzyja jej refleksyjnemu przeżywaniu, a ponadto często wyłącza całe zgromadzenie wiernych od udziału w śpiewie.(…)

Powiedziałbym (możecie się ze mną nie zgodzić – mówię tu do uczestników zeszłorocznej „Lednicy”), że utwory wykonane na Mszy miały charakter świecki. Nie wszystkie, oczywiście. „Charakter świecki” to bardzo szerokie pojęcie – w moim rozumowaniu obejmuje również sposób wykonania. Czasem miałem wrażenie, że jestem na koncercie, a nie na Mszy. Wokaliści nie sprzyjali kontemplacji, instrumenty – charakterystyczne dla muzyki rozrywkowej – nie ułatwiały, już i tak utrudnionego, zadania. Denerwowało mnie to. Nie potrafiłem pozostać przy wielkiej Tajemnicy transsubstancjacji, rzeczywistej obecności Chrystusa w zgromadzeniu eucharystycznym. Cały czas coś mi dudniło, pochody basowe wprawiały w ciary, bo: „ojej, jak bardzo chciałbym mieć bas…”; perkusja wybijała zaś w myśli rytm frustracji, bezsilności…

2. (Czytajcie uważnie!)

28. „W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych pod nosi do Boga i spraw niebieskich” (KL nr 120). Akompaniament organowy podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych (MS nr 64).
Organy powinno znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tzw. organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument tymczasowy, Natomiast tam, gdzie ze względu na brak miejsca nie da się zbudować organów piszczałkowych, można je instalować zamiast fisharmonium.

29. Poza organami wolno używać w liturgii innych instrumentów z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Wyłącza się z użytku liturgicznego, zgodnie z tradycją, takie instrumenty, jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara elektryczna, perkusja, wibrafon itp.

20., ciąg dalszy. (tak, wiem, nie po kolei): Poza liturgią można urządzać specjalne nabożeństwa gromadzące młodych ludzi uprawiających ten rodzaj muzyki. Duszpasterze mają obowiązek tak kierować tymi nabożeństwami, by miały one charakter religijny i by zawsze z nich płynęło dobro duchowe uczestników.

Tu zahaczam – po raz kolejny – o temat użytych instrumentów. Spotkanie na Polach Lednickich ma wymiar kilkunastogodzinny, jeśli wliczyć przygotowania, próby nagłośnienia oraz końcowe śpiewy podczas przejścia przez Bramę Nowego Tysiąclecia. Przy założeniu, że „Lednica” trwa 10 godzin (co akurat jest wartością wypośrodkowaną), Msza trwa – powiedzmy – 1,5 godziny. Czy nie można przygotować porządnej liturgii (pod względem muzycznym)? Pozostaje nam przecież aż 8,5 godziny na rock, pop, swing, jazz, metal, R’n’B… Nie. Jak widać – jest to niemożliwe… W końcu – jak przyciągnąć na szczere pole organy piszczałkowe albo fisharmonium? A opcja emulacji dźwięku organowego pewnie już nie jest dostępna w nowoczesnych „parapetach”, chodzących na rynku za – bagatela – 8000 zł. Zespół muzyczny – albo raczej (biorąc pod uwagę mą dezaprobatę): „zepsuł muzyczny” – rzeczywiście zepsuł. Ładnie śpiewali, fakt. Ale nie przystawało to do liturgii, która winna być wzorcowa – wszak sam ks. prymas przewodniczył Mszy.

  1. Święte milczenie. OWMR 45 i 88 wyraźnie wskazują na potrzebę pozostawienia człowieka „sam na sam z Bogiem” w osobistej modlitwie dziękczynnej, uwielbienia, prośby… Co na to Lednica? Nie – bo niby po co? Cały czas – muzyczna (wybaczcie to słowo) „napierdzielanka”, która nie dość, że ogólnie odwracała uwagę od rzeczy najistotniejszych, to jeszcze nie pozwoliła wsłuchać się w szept duszy, która właśnie spotyka się z Twórcą i Zbawicielem… Przesadzam? Uważam, że nie – przesadziłbym 10 czerwca zeszłego roku, gdy byłem jeszcze świeżo po Lednicy.
  2. Naczynia na komunikanty… Plastik, tandeta – to dajemy Chrystusowi? OWMR 326, 327, 328, 329!!!

 

II – BŁĘDY CZYNNOŚCIOWE.

Wszyscy wiemy (z naszych kościołów parafialnych), że jesteśmy tak skoncentrowani na Mszy, jak ten, co najmniej zainteresowany jest Liturgią. Prosta zależność. Zachowanie kompletnego „olewanta” niszczy myśl, która trwa przy Bogu, odwraca uwagę od ołtarza, uniemożliwia wejście w mistyczny wymiar Eucharystii.

Ogólnie nie wymagam wiele od Mszy „polowych”. Tam – z samej definicji – jest trudniej o warunki cichej świątyni. Nie do pomyślenia jednak jest to, co obserwowałem podczas Mszy na Lednicy.

  1. Nie wiem, co się dzieje w polskich rodzinach. Kiedyś uczono szacunku do Eucharystii, a post eucharystyczny „ssaliśmy z mlekiem matki”. Właśnie, ssaliśmy. Batony, chipsy, ciastka, czekolada – a w tle jest Msza (Liturgia Słowa). Tak właśnie to wyglądało. Chrystus zszedł na drugi plan. Na dźwięk szeleszczących papierków krew mnie zalewała. Miałem ochotę wstać i rąbnąć delikwentów (i delikwentki) w łeb – a jeszcze chętniej – posłać ich, solidnym kopnięciem w tyłek, na Księżyc (po tej niewidocznej dla nas stronie).
  2. Rozmowy, śmiechy, gonitwy, ach, no tak – również rzucanie butami. Księżyc – jak wyżej.
  3. Telefony komórkowe, „selfie”, aparaty fotograficzne. Jak wyżej.
  4. A potem wszyscy – jak jeden mąż – przystąpili do Komunii Świętej. Ocenę zostawię Panu Bogu.

Ujrzałem, zdenerwowałem się… Ale – jak wspomniałem na początku – Lednica jest takim dobrem, że wybaczę niedociągnięcia. Nie wszyscy przyjeżdżają tam zaopatrzeni w niezachwianą wiarę, gotowi na mistyczne uniesienia bez poczucia, że są wśród „nawiedzonych katotalibów”. Warto, by powrócili – nie tyle na Lednicę, co do Wspólnoty i życia sakramentalnego. Miłość „do przepisów liturgicznych” przyjdzie później. O. Jan Góra stawia na atrakcyjność liturgii dla młodzieży. Mam tylko nadzieję, że jest to przejściowy stan. W końcu, prawdziwa atrakcyjność zaczyna się tam, gdzie piękno Boga – ukrytego w Hostii i Kielichu – jest widoczne i bardziej pociągające od czegokolwiek innego.

A nic nie przybliża do tego Piękna, jak wzorowa Liturgia.


A tu – obiecane linki!

  1. Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego
  2. Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II
Podziel się!Share on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Jakub Modrzejewski
Redaktor Naczelny w introitus.pl
Katolik. Mąż jednej żony. Lekarz. Pomysłodawca bloga. Pasjonat poprawnej - a więc pięknej - liturgii. Albo na odwrót. Pięknej - a zatem poprawnej. Liturgiczny nazista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.