L4…

Czas na swoiste usprawiedliwienie lekarskie.

To – wszakże – pierwszy przestój od momentu wznowienia strony: „na dobre, na trwałe, (na zawsze?). Nie byłoby tej pauzy, gdyby nie jakieś paskudztwo, które raczyło się do mnie przyczepić – niczym rzep do psiego ogona. Ostatnią rzeczą, o której byłem w stanie pomyśleć w ciągu ostatnich czterech dni, było wzniesienie Namiotu spotkania po raz wtóry.

Dziś jest już na tyle dobrze, że powoli zapominam nawet o posiadaniu chusteczek w razie przysłowiowego „wu”. Dlatego też ogłaszam: nie umarłem, nie zamykam działalności, nie zwijam manatek.

Do zobaczenia!

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *