List od nieznajomego przyjaciela…

Przyjacielu, nie znasz mnie, to pewne.

Nie spaja nas zażyłość osobista, nie machaliśmy sobie nawzajem, mijając się na jezdni. Nie znamy swoich numerów telefonu, nigdy nie wymienialiśmy maili. Co więcej, prawdopodobnie nie przeczytasz tego listu.

Przyjacielu, mimo wszystko łączy nas wiele: rok urodzenia, kochająca Rodzina, dążenie do samorealizacji; nadto Wiara, która zawieść nie może. Przede wszystkim podobni jesteśmy w tym, że całkiem niedawno, niemal równoczasowo podjęliśmy – choć skrajnie różne – to potwierdzone przed majestatem Bożym (i przez to nieodwołalne) decyzje życiowe.

Przyjacielu, z bólem przyjąłem dziś wiadomość, że nie masz sił aby dalej przeciwstawiać się ciągłym, bezwzględnym atakom, godzącym w Twoją reputację. Rozumiem, sam też jestem na „świeczniku”, przy którym każdy może powiedzieć „sprawdzam”… Ty jednak nie zawiniłeś niczym, ba, nikt nie mógł za Ciebie zasłużyć na to, byś był mieszany z błotem; oskarżany o czyny, które nie miały miejsca, a które nikomu nie przystoją. Ja Ci wierzę.

Przyjacielu, przez wielki szacunek nie będę Cię pokazywał palcem. Nie o to chodzi, by po raz kolejny wywoływać Cię do tablicy – już dość masz upokorzeń. Nie chcę też być dla Ciebie sędzią, nie moją rolą jest prawić morały. Ty wiesz doskonale, co chcę Ci powiedzieć. Jedyne, czym ośmielę się podzielić, to obietnica.

Obiecuję, że – szanując Twe decyzje – wciąż będę prosił Boga, by jednak to Jego wola się działa; by to Jego Królestwo przyszło… Obiecuję, że w tej swoistej nocy będę starał się rozświetlać ciemności wątłym światłem własnej wiary. Nie spotkamy się, to raczej oczywiste, ale postaram się być zawsze przy Tobie, byś przypadkiem nie potknął się na tej niebezpiecznej drodze. Będę prosił Ducha Świętego, by zesłał na Ciebie Ogień. By strawił Twoje bolączki, wypalił wątpliwości, napełnił Cię odwagą…

Opuszczasz swoje zadania, smuci mnie to – ale cieszę się (choć ta uciecha jest goryczą w istocie) że nie zdezerterowałeś, ale czekasz posłusznie na pozwolenie opuszczenia posterunku.

Trwaj z Jezusem, który ma dla Ciebie plan. Odkryj go na nowo, proszę – i raz jeszcze przyjmij…

Przyjacielu, służmy Panu z weselem, mimo wszystko!

Jakub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *